piątek, 10 lipiec 2009

Tabela silników (do rozbudowy...)

Długo zadawałem sobie pytanie jak dokładniej porównać parametry silników. Znajomość mocy i momentu maksymalnego same w sobie nie mówią wiele o przyjemności z jazdy. Wskaźniki elastyczności pomagają tylko stwierdzić co się stanie przy napotkaniu niespodziewanych oporów ruchu (wzniesienie), a z przebiegiem rozpędzania samochodu są tylko "pobieżnie związane".

Można oczywiście studiować dogłębnie charakterystyki, ale to metoda wymagająca sporo czasu i zaangażowania.

Ostatecznie doszedłem do wniosku, że sporo może powiedzieć znajomość dwóch wskaźników:
  • procentowy poziom mocy, względem mocy maksymalnej, przy 40% prędkości obrotowej mocy maksymalnej. Mówiąc bardziej obrazowo, mamy np. silnik osiągający moc maksymalną przy 5000 obr./min. - wtedy ten wskaźnik powie nam "ile mamy pod nogą", z tej mocy, przy 2000 obr./min. Ten wskaźnik może być przydatny dla uprawiający "eco-driving" lub po prostu jeżdżących jak emeryci:) 40% (a nie np. 30), dlatego, że u większości silników zaczyna się wtedy płynna praca, turbosprężarki działają wydajnie itd.
  • procentowy poziom mocy, względem mocy maksymalnej, przy 80% prędkości obrotowej mocy maksymalnej. Ten wskaźnik jest dla "młodzieży", czyli lubiących wykorzystywać pełne osiągi silnika. 80% jest podyktowane spadkiem prędkości obrotowej przy zmianie biegu na wyższy - jest on oczywiście zależny od przełożeń skrzyni, dlatego abstrahując od reszty samochodu, przyjąłem tu taką umowną wartość.

Prędkości obrotowe są określane procentowo, by móc sprawiedliwie porównywać silniki ZS i ZI.

Jeśli moment maksymalny jest stały w pewnym zakresie, to do tabeli biorę dolną wartość jego prędkości obrotowej - w przypadku mocy, odwrotnie, biorę górną.

Tabela będzie rozbudowywana, jeśli ktoś chce zobaczyć w niej inne silniki to proszę o wykresy mocy lub momentu w komentarzach lub na e-maila...

marka-silnik 40% nNmax N przy 40%
nNmax [kW]
% Nmax
przy 40%
nNmax
80% nNmax N przy 80%
nNmax [kW]
% Nmax
przy 80%
nNmax
AUDI
3.0 TFSI
2600 114 53,52 5200 213 100
BMW
N54 3.0 TT*
2320 97 43,11 4640 194 86,22
Honda
1.8 i-VTEC
2520 43 41,75 5040 92 89,32
Honda
2.0 i-VTEC
3120 58 39,19 6240 122 82,43
Mercedes
OM651
2.2 CDI
1680 88 58,67 3360 140 93,33
Peugeot-BMW
1.6*
2300 36 42,35 4600 77 90,59
Peugeot-BMW
1.6 THP
2200 55 52,38 4400 101 96,19
Renault
V9X 3.0 dCi
1500 71 41,04 3000 141 81,5
Renault
D4Ft 1.2 Tce
2200 32 43,24 4400 66 89,19
Renault
H4Jt Tce 130
2200 44 45,83 4400 84 87,5
VW/Audi
CBAB 2.0 TDI
CR
1680 55 53,4 3360 98 95,15
VW
CAXA 1.4 TSI
2200 46 51,11 4400 86 95,56
VW/Audi
BYT 1.8 TSI
2480 65 55,08 4960 117 99,15
MCE-5
1.5VCR**
2000 88 55 4000 160 100

Graficzne przedstawienie procentowego poziomu mocy przy 40 i 80% obrotów mocy maksymalnej:


Moc, moment maksymalny i wskaźniki elastyczności (bonus):

marka-silnik N [kW] n
[obr./min.]
Mmax
[Nm]
n
[obr./min.]
M przy
nNmax
en em E
AUDI
3.0 TFSI
213 6500 420 2500 312,92 2,6 1,34 3,49
BMW
N54 3.0 TT*
225 5800 400 1300 370,45 4,46 1,08 4,82
Honda
1.8 i-VTEC
103 6300 174 4300 156,12 1,47 1,11 1,63
Honda
2.0 i-VTEC
148 7800 193 5600 181,19 1,39 1,07 1,48
Mercedes
OM651
2.2 CDI
150 4200 500 1600 341,05 2,63 1,47 3,85
Peugeot-BMW
1.6*
85 5750 160 4500 141,16 1,28 1,13 1,45
Peugeot-BMW
1.6 THP
105 5500 240 1400 182,3 3,93 1,32 5,17
Renault
V9X 3.0 dCi
173 3750 450 1500 440,54 2,5 1,02 2,55
Renault
D4Ft 1.2 Tce
74 5500 145 3000 128,48 1,83 1,13 2,07
Renault
H4Jt Tce 130
96 5500 190 2250 166,68 2,44 1,14 2,79
VW/Audi
CBAB 2.0 TDI
CR
103 4200 320 1750 234,19 2,4 1,37 3,28
VW
CAXA 1.4 TSI
90 5500 200 1500 156,26 3,67 1,28 4,69
VW/Audi
BYT 1.8 TSI
118 6200 250 1500 181,74 4,13 1,38 5,69
MCE-5
1.5VCR**
160 5000 420 1500 305,58 3,33 1,37 4,58

Legenda
N - moc
n - prędkość obrotowa
M - moment obrotowy

en - elastyczność prędkości obrotowej
em - elastyczność momentu obrotowego
E - elastyczność całkowita

*silnik zastępowany przez nowszą jednostkę
**silnik prototypowy

Źródłowy arkusz kalkulacyjny jest do ściągnięcia z Download.

środa, 8 lipiec 2009

Elektrowóz BYD E6 - naprawdę taki dynamiczny? [Uaktualnione]

Jedna z polskich firm zaczęła zbierać zamówienia na chiński samochód elektryczny BYD E6. Nie było by nic w tym nadzwyczajnego, gdyby nie parametry podawane przez producenta. Ponad dwutonowy minivan ma się rozpędzać do 100 km/h w 8 sekund, a jego zasięg ma wynosić 400 km. Na bazie skąpych danych i prostych wyliczeń, oraz odrobiny symulacji komputerowej, spróbuję ocenić czy liczby te są realne.

Trochę o napędzie*.
Najmocniejsza wersja E6 ma dwa silniki elektryczne 160 kW (218 KM) i 450 Nm, oraz 40 kW (54 KM) i 100 Nm. Szukający szeregowych silników prądu stałego, jak w pojazdach szynowych, będą zawiedzeni. Źródłem napędu BYD są silniki synchroniczne prądu zmiennego z magnesami trwałymi. Falownik jest tu nie tylko po to by zmieniać prąd stały z akumulatorów na zmienny, ale także by sterować silnikami i umożliwić ich rozruch. Silniki synchroniczne są dość niewdzięcznymi urządzeniami w tym temacie - silnik taki nie zacznie się kręcić "po podłączeniu do gniazdka", częstotliwość prądu musi być niska podczas rozruchu, a potem wzrastać razem z rosnącą prędkością obrotową silnika.
Po co sobie komplikować tak życie? Odpowiedzą jest chyba ekonomia, a dokładniej sprawność - w tym przypadku może sięgać nawet 95%. Dodatkowo, silniki z magnesami trwałymi, nie mają szczotek, dzięki czemu mogą być bardzo trwałe.
BYD nie podał bliższych szczegółów, znamy tylko maksymalne obroty 7000 obr/min i przełożenia dodatkowej przekładni, odpowiednio 6,844 i 6,859. Montaż przekładni, która obniża sprawność, był zmotywowany miniaturyzacją - silniki o tej mocy osiągające 1000 obr/min byłyby znacznie większe i cięższe. Przełożenie rzędu siedmiu jest zapewne rozłożone na dwa stopnie - jak w zwykłej skrzyni biegów, sprawność przeniesienia napędu to powinna wynosić ok. 95%.
Nie znamy bliższej charakterystyki silników, ale można spodziewać się, że składa się ona z dwóch zakresów:
  • stałego momentu i liniowo narastającej mocy: 450 Nm w 0-3400 obr./min. dla większego silnika i 100 Nm w 0-3820 dla mniejszego,
  • stałej mocy i hiperbolicznie spadającego momentu, odpowiednio 3400-7000 i 3820-7000 obr./min.


Zasięg.
Producent nie podaje pojemności akumulatorów w kWh, tylko w Ah, nie chwaląc się napięciem pracy. Za to mamy zużycie energii określone na mniej niż 18 kWh/100 km. 18 kWh jest mało realne, przy stałej prędkości 100 km/h, pobór mocy dla będzie wynosił (zakładając Cx na 0,32) ok. 20 kW.
Trzeba to jeszcze podzielić przez łączną sprawność silnika elektrycznego i falownika (zakładam 90%):
20 kW/0,9=22 kW, czyli już zużycie będzie wynosić 22 kWh/100 km.

Określenie zużycia prądu w ruchu ze zmienną prędkością jest dość trudne, ale można to zrobić poprzez analogię do silnika spalinowego.
Zakładamy, że duży turbodiesel (ok. 3,5 l i 280 KM), w samochodzie tej klasy będzie zużywał 10 l ON na 100 km. Liczymy ilość energii uzyskaną w wyniku spalenia paliwa:
10 l*0,87 kg/l*41,4 MJ/kg=360 MJ
Zakładamy średnią sprawność silnika na 25%, szczytowa wynosi ok. 45%, ale jest rzadko uzyskiwana, oraz wykorzystujemy zależność że 1 MJ=0,277 kWh:
360 MJ*0,25=90 MJ=25 kWh (to jest praca wykonana przez silnik na 100 km)
Musimy jeszcze uwzględnić sprawność silnika elektrycznego i falownika:
25 kWh/0,9=27,8 kWh I ostatecznie uzyskujemy przewidywany zasięg BYD E6:
72 kWh/(27,8 kWh/100 km)*100 km=259 km

Znacznie mniej niż deklaruje producent, ale w dalszym ciągu dużo. Problem pojawia się podczas "tankowania". Czas naładowania akumulatorów "ze źródła dużej mocy", do połowy, ma wynosić 10 minut. Czyli moc "źródła dużej mocy" będzie musiała być równa:
0,5*72 kWh/(1/6h)=216 kW

Ale zawsze możemy ładować samochód z domowego gniazdka. Moc, którą możemy w ten sposób pobrać** to:
230 V*16 A=3680 VA=~3,6 kW
Czyli czas pełnego ładowania wyniesie:
72 kWh/3,6 kW=20 h
Lepiej przez te 20h nie gotować wody, myć się, czy kosić trawy, bo niektóre instalacje mogą tego nie wytrzymać:)
W przypadku użycia, bardziej popularnego, gniazdka 10 A czas ładowania to przynajmniej 32 godziny.


Osiągi.
Prędkość maksymalna nie wynika tu z mocy silników, ale z ich dopuszczalnej prędkości obrotowej (7000 obr./min.).
Sprawdźmy czy 8 sekund to realna wartość czasu rozpędzania - masa samochodu wynosi 2020-2175 kg, w zależności od wersji silnikowej. Czas rozpędzania trudno jest policzyć metodą ołówka i kartki, dlatego napisałem specjalny program***.
Oszacował on czas rozpędzania na 7,13 sekundy - uwzględniona została sprawność przekładni i przyczepność opon, ale pominąłem momenty bezwładności elementów wirujących. Co zaskakujące, wg symulacji (rozkład nacisków na koła 50/50, współczynnik przyczepności 0,7), przy przyspieszaniu nie dojdzie w ogóle do buksowania kół. To wynik ustalonego, przez producenta, przełożenia.
Producent tu nie kłamie. Poniżej wykres rozpędzania do prędkości maksymalnej - 160 km/h jest osiągane w nieco ponad 15 sekund (nie sugerujcie się załamaniem na końcu, po prostu program wtedy już przestał zapisywać wyniki):

Normalnie prędkość pojazdu dążyłaby do asymptoty, którą jest prędkość maksymalna. Tu jest inaczej, bo do akcji wkracza ogranicznik obrotów. Bez niego prędkość maksymalna wyniosłaby ok. 250 km/h, ale akumulatory starczyłyby na ok. 20 minut jazdy...

Dla porównania, obliczeniowy czas rozpędzania 0-100 km/h, dla najsłabszej wersji 75 kW 450 Nm wyniósł [UPDATE: literówka] 14 sekund...

To tyle ile da się wywnioskować z szczątkowych danych. Jak jest naprawdę dowiemy się, gdy BYD E6 trafi do testów. Dużo powiedzieć też będą mogły dane o rzeczywistej pojemności akumulatorów i sprawności układu.


Komentarz.
Wiadomo, że z globalnego punktu widzenia, obecnie, takie pojazdy nie mają sensu. Dopóki nie będziemy mieli źródeł taniej, "ekologicznej" (np. elektrownie termojądrowe) energii, dopóty samochody elektryczne będą wielkimi trucicielami. Czyli musimy jeszcze poczekać jakieś 30-50 lat...

A czy BYD E6, jako samochód, może już konkurować z pojazdami wyposażonymi w silniki spalinowe? Nie będę (na razie) wygłaszał swoich "mądrości", czekam na wasze opinie...

Jedno jest pewne, polski importer ma problemy z ortografią:


No chyba, że to nowa moda popularna w kręgach elektryków...

[UPDATE 9.07.2009] BYD podaje parametry, dostępnych w handlu, akumulatorów żelazowych (do zasilaczy UPS). Przykładowy akumulator ma 12 V, 7,2 Ah i 1,2 kg masy. Możemy w ten sposób oszacować masę akumulatorów w E6:
12 V*7,2 Ah=86,4 Wh
72000 Wh/86,4 Wh=833
833*1,2 kg = 1000 kg

Jeśli moje szacunki się potwierdzą, będzie to oznaczać, że na układ nośny i napędowy zostanie tylko nieco ponad tona (1020-1175 kg). Stawia to pod znakiem zapytania słowa importera na temat wyników testów zderzeniowych...

*nie jestem elektrykiem, moja wiedza w tym temacie jest bardzo okrojona...
**pomijam zagadnienia mocy czynnej, biernej i pozornej, oraz sprawność prostownika. Ciekawe czy BYD pomyślał także o osobach posiadających tzw. "siłę", czyli trzy fazy, z międzyfazowym 400V...
***listing kodu źródłowego (Java):

package elektrowoz;

/**
*
* @author adi
*/
public class Main {

/**
* @param args the command line arguments
*/
public static void main(String[] args) {
// TODO code application logic here
double P1max=160000;
double P2max=40000;
double M1max=450;
double M2max=100;
double i1=6.844;
double i2=6.859;
double Cx=0.32; //szacowany Cx
double Ax=1.822*1.63*0.85; //0.85 współczynnik wypełnienia
double m=2175;
double f=0.012;
double A=0.00005;
double sprawnprzekl=0.95;
double v=0;
double t=0;
double deltat=0.001; //krok czasowy
double Fmax=0.5*m*0.7*9.81; //maks sila nap na jedną os - z przyczepności (mi=0.7)
double a=0;
double omega1=1; //żeby nie dzielil przez 0 w pierwszym kroku
double omega2=1;
double rdyn=0.4; //promien dynamiczny opony
double M1, M2, F1, F2, Fop;
while (v<27.78){ //100 km/h= 27,78 m/s

omega1=v/rdyn*i1;
M1=P1max/omega1;
if (M1>M1max){M1=M1max;}
omega2=v/rdyn*i2;
M2=P2max/omega2;
if (M2>M2max){M2=M2max;}
F1=M1*i1/rdyn*sprawnprzekl;
if (F1>Fmax){F1=Fmax;}
F2=M2*i2/rdyn*sprawnprzekl;
if (F2>Fmax){F2=Fmax;}
Fop=1.226*v*v/2*Ax*Cx+m*9.81*f*(1*A*v*v);
a=(F1+F2-Fop)/m;
v=v+a*deltat;
t=t+deltat;
//System.out.println("v "+v+" a "+a);
}
System.out.println("t= "+t);
}

sobota, 4 lipiec 2009

Benzyniaki dieslopodobne: 1.8 TSI (TFSI) i II generacja 2.0 TSI

Do niedawna wszystko było oczywiste. Mieliśmy "wątłe" wolnossące silniki ZI o maksymalnych prędkościach obrotowych rzędu 6500-7000 obr./min. i maksymalnych ciśnieniach w cylindrze wynoszących około 60 barów. Po drugiej stronie mieliśmy potężne odlewy silników ZS, które to silniki, osiągały tylko ok. 5000 obr./min., ale maksymalne ciśnienia w ich cylindrach dochodziły nawet do 200 barów.

Sprawy się skomplikowały wraz z nastaniem turbodoładowanych silników benzynowych, które pomimo doładowania zachowywały wysoki stopień sprężania. Z jednej strony muszą one dalej osiągać wysokie prędkości obrotowe, a z drugiej konstrukcja musi być odporna na ciśnienia spalania rzędu 120-130 barów. Wymaga to zarazem lekkiej jak i wytrzymałej budowy.

Silnik roku
W konkursie na silnik roku 2009, 2.0 TSI drugiej generacji wygrał klasę do dwóch litrów, a 1.8 TSI był trzeci w klasie do 1,8 litra. Co ciekawe w rankingu znalazł się też 2.0 TSI pierwszej generacji, zajmując trzecie miejsce w klasie do dwóch litrów.


Zamieszanie z nazwami
Na fali popularności 1.4 TSI Twincharger postanowiono przemianować także turbodoładowane TFSI na TSI. Co zabawniejsze, nazwa TFSI dalej funkcjonuje w ramach marki Audi. Skrót ten jest przez większość osób rozwijany jako Turbocharged Fuel Stratified Injection. Problem w tym, że Stratified oznacza "uwarstwiony" a w tych silnikach nie ma uwarstwiania mieszanki - jest ona homogeniczna. Dlatego znacznie bardziej prawidłowym rozwinięciem jest TFSI - Turbocharged Fuel Straight Injection.
Owszem mieszanka uwarstwiona występowała w niektórych silnikach FSI (i to głównie tych na rynek europejski, ale już nie na np. amerykański), ale wycofano się z tego rozwiązania. Problemem była nadmierna emisja tlenków azotu. W mieszance uwarstwionej, są zarówno obszary bogate w paliwo jak i ubogie. W tych ostatnich dochodzi do dużego wytwarzania NOx. W tym przypadku zwykły katalizator trójfunkcyjny nie wystarcza - trzeba stosować bardziej zaawansowane układy oczyszczania spalin. Nawiasem mówiąc to jest problem, który obecnie dotyczy silników Diesla i po wprowadzeniu bardziej surowych ograniczeń emisji, może spowodować ich całkowite wykluczenie, z rynku silników do samochodów osobowych...


Trochę historii współczesnej
Pierwsza generacja 2.0 TSI pochodziła od wolnossącego 2.0 FSI, którego korzenie sięgały jeszcze głębiej - rodzinę EA113 wprowadzono już w 1993 roku. Takie rozwiązanie miało kilka wad - choćby napęd rozrządu paskiem zębatym czy niezbyt już nowoczesny projekt kadłuba. Później pojawił się 1.8 TSI, należący do całkiem nowej rodziny EA888. Pomimo podobieństwa wymiarów (ta sama odległość pomiędzy osiami cylindrów: 88 mm) uzyskał on całkiem nowy kadłub, a praktycznie wszystkie układy zaprojektowano od nowa. Niedawno wprowadzono do produkcji drugą generację 2.0 TSI, która wygląda bardzo podobnie do 1.8 TSI. Widać, że silnik 2.0 był równolegle projektowany do 1.8 - zwłoka przy wprowadzaniu do produkcji musiała być sztuczna. Pewnie chodziło o wysondowanie trwałości EA888 i o wykorzystanie linii produkcyjnych pierwszej generacji 2.0 TSI, tak by się zwróciły (w znaczeniu ekonomicznym) przed demontażem lub przebudową.


Parametry
1.8 i 2.0 TSI występują w wielu wersjach, najczęściej spotykane:
  • 1.8 TSI 160 KM przy 5000-6200 obr./min., 250 Nm przy 1500-4200 obr./min., przy 2000 obr./min. uzyskuje 71 KM (44% mocy maksymalnej), elastyczność całkowita 5,7;
  • 2.0 TSI 200 KM przy 5100-6000 obr./min., 280 Nm przy 1700-5000 obr./min., przy 2000 obr./min. uzyskuje 80 KM (40 % mocy maks.), elastyczność 4,22 ;
  • 2.0 TSI z Valvelift 211 KM przy 4300-6000 obr./min., 350 Nm przy 1500-4200 obr./min., przy 2000 obr./min. uzyskuje 100 KM (47 % mocy maks.), elastyczność 5,67.

Widać, że silniki te nadają się zarówno dla ludzi młodych duchem (szerokie zakresy stałej mocy), jak i emerytów (duża elastyczność, wysoka moc przy niskich prędkościach obrotowych).


Unifikacja
1.8 TSI i 2.0 TSI drugiej generacji mają praktycznie identyczną konstrukcję. Ta sama odległość między osiami cylindrów (88 mm), średnica cylindrów (wynosząca 82,5 mm) a nawet masa - 144 kg (poprzednio 152 kg). Rożnica dotyczy tylko skoku tłoka, odpowiednio 84,1 i 92,8 mm. Najbardziej szokującym elementem unifikacji są korbowody o jednakowej odległości pomiędzy osiami otworów: 148 mm. Iloraz promienia wykorbienia wału (połowa skoku tłoka*) do długości korbowodu** jest jednym z najważniejszych parametrów silnika. Mały (długi korbowód) oznacza że silnik będzie wyższy, duży (krótki korbowód) spowoduje powiększenie przyspieszeń i sił bezwładności drugiego rzędu, a także zwiększenie siły poprzecznej, którą tłok naciska na cylinder. Zwykle ten iloraz wynosi ok. 0,3. W przypadku 1.8 TSI ma on wartość 0,284, a 2.0 TSI 0,314. Widać, że tylko w tym drugim przypadku bardzo wskazane są wałki wyrównoważające siły drugiego rzędu - dzięki unifikacji otrzymał je także mniejszy silnik.




Wojna stopów lekkich z żeliwem
Większość firm buduje kadłuby silników ZI z aluminium, zostawiając żeliwo dla bardziej obciążonych ZS. Motywują to niższą masą silnika, ale to tylko jedna strona medalu.
Niższą wytrzymałość aluminium, względem żeliwa, da się nadrobić stosowaniem większych przekrojów. Problemem stają się za to np. gniazda łożysk głównych (niektórzy stosują stalowe wkładki) czy połączenia gwintowe. Dochodzi do tego, że wielu producentów nie pozwala na demontaż wału korbowego, bo uznają gwinty w kadłubie za jednorazowe.
Dodatkowo aluminium charakteryzuje się ograniczoną odpornością na powtarzające się cykle zginania - kadłub wysokowysilonego silnika może być po prostu nie trwały.
Żeliwo nie ma tego typu problemów. Już wytrzymałość na rozciąganie (szczególnie w wysokich temperaturach) jest wyższa niż w przypadku stopów aluminium. Jak już kiedyś wspominałem, cyferka w nazwie określa właśnie wytrzymałość na rozciąganie w MPa (N/mm^2). Mało tego, żeliwo jest nietypowym materiałem - jego wytrzymałość na ściskanie jest znacznie wyższa niż na rozrywanie. Jest także odporne na powtarzające się cykle zginania, a zawarty w nim grafit powoduje dobre tłumienie drgań - silniki o żeliwnych kadłubach są cichsze.
Dobre wartości ślizgowe i wysoka odporność na ścieranie, pozwalają na bezpośredni ruch tłoka w żeliwnym kadłubie - bez dodatkowych powłok. Korzyścią z takiego rozwiązania jest mała odległość między cylindrami i długość silnika.
Jest jedna cecha żeliwa, którą można jednocześnie uznać za wadę jak i za zaletę: mała przewodność cieplna. Z jednej strony sprzyja spalaniu stukowemu, ale z drugiej powoduje mniejsze straty ciepła, owocując niższym zużyciem paliwa. Na szczęście, w zapobieganiu spalaniu stukowemu, większy udział ma aluminiowa głowica, oraz odparowywanie benzyny na skutek wtrysku do komory spalania.
Warto też wspomnieć o tym, że rozszerzalność cieplna takiego kadłuba jest zbliżona do rozszerzalności wału korbowego. Pozwala to na ograniczenie luzów montażowych i podniesienie trwałości.

Wykonany z popularnego i taniego żeliwa szarego GJL-250 blok silników 1.8 i 2.0 TSI waży tylko 33 kg. Wszystko dzięki postępowi w technikach projektowania (np. oprogramowanie MES) i dobremu rozmieszczeniu żeber wzmacniających. Przy okazji zredukowano podstawową grubość ścianek do 3,5 mm. Między cylindrami nie ma płaszcza wodnego - grubość ścianki wynosi tu tylko 5,5 mm. Kadłub ten jest projektowany na średnie ciśnienie użyteczne 25 barów, co w przypadku silnika o pojemności 1798 ccm odpowiada momentowi obrotowemu 358 Nm, a dla 1984 ccm - 395 Nm. Dopuszczalna moc generowana przez silnik może przekraczać 100 kW (136 KM) na litr pojemności.
Obecnie popularne są dwie metody zwiększania sztywności silnika: stosowanie wspólnej pokrywy łożysk głównych lub obniżenie płaszczyzny podziału poniżej osi wału korbowego. Wspólna pokrywa łożysk głównych jest dobrym rozwiązaniem, gdy zarówno ona jak i kadłub są aluminiowe. Zastosowanie żeliwnej pokrywy podniosłoby znacznie masę silnika - dlatego np. Fiat w silniku 1.3 SDE*** zastosował aluminiową pokrywę przykręcaną do żeliwnego kadłuba. Jest to pomysł nowatorski, ale ryzykowny (odmienna rozszerzalność cieplna, trwałość gniazd łożysk).
VW zdecydował się na hybrydowe rozwiązanie: pokrywy łożysk są osobne, płaszczyzna podziału przesunięta w dół (co już gwarantuje wysoką sztywność), ale poniżej przykręcana jest jeszcze aluminiowa płyta - pomiędzy kadłubem a miską olejową. Mało tego, głęboko wchodzące w kadłub pokrywy łożysk, zostały usztywnione poprzez dodatkowe, poziomo wkręcane śruby. Każdą pokrywę trzymają cztery śruby, typowe pionowo ustawione i dodatkowe poziomo.


Układ korbowo-tłokowy - bez oszczędności
Z punktu widzenia kierowcy, silnik czterocylindrowy rzędowy nie potrzebuje żadnych przeciwwag na wale korbowym, siły pierwszego rzędu równoważą się dzięki kątowemu przesunięciu wykorbień o 180 stopni. W przypadku takiego silnika stosuje się przeciwwagi tylko by odciążyć łożyska główne (panewki). Najbardziej obciążone jest łożysko środkowe, bo oba, umieszczone obok niego, tłoki poruszają się w tym samym kierunku. By nie zaburzyć wyrównoważenia całego silnika, "dokłada" się jeszcze dwie przeciwwagi na skraju wału, które mają równoważyć te przy łożysku środkowym i tak otrzymuje się popularny układ z czterema przeciwwagami. Bardziej ambitne silniki mają układ z ośmioma przeciwwagami, po jednej na każde ramię wału, dzięki czemu nie dochodzi do powstawania dodatkowych sił zginających.
VW 1.8 i 2.0 TSI posiadają osiem przeciwwag, ale o różnych wymiarach. Największe znajdują się przy łożysku środkowym, pozostałe to już odpowiednia kombinacja uwarunkowane miejscem, które do dyspozycji posiadali konstruktorzy.
Czopy główne mają średnicę 58 mm a korbowodowe 47,8 mm, co można uznać za dość duże wartości.
Chłodzone natryskiem oleju tłoki posiadają zatopiony stalowy pierścień w kształcie przewróconego U. Pełni on funkcję rowka dla górnego pierścienia uszczelniającego, co zapobiega szybkiemu zużyciu przez wybijanie. Wystarczy sobie uświadomić, z jaką siłą górny pierścień działa na rowek - w komorze spalania może panować ciśnienie rzędu 120 barów, czyli ok. 120 kG/cm^2.
Korbowód posiada główkę w kształcie trapezowym, co jest kolejnym rozwiązaniem zaczerpniętym z silników Diesla. Umożliwia ono zwiększenie powierzchni na tulejce korbowodu na którą się rozkłada siła ściskająca, pochodząca od ciśnienia gazów. Odbywa się to kosztem powierzchni na którą działa mniejsza siła rozciągająca będąca sumą sił bezwładności.
Ruch osiowy sworzni jest zablokowany przez pierścienie zabezpieczające, czyli sworznie mogą się obracać nie tylko w tulejce korbowodu ale i w tłoku. Nie musi się to dziać podczas normalnej eksploatacji, ale w wyjątkowym przypadku, gdy sworzeń zatrze się w tulejce, może dalej obracać się w tłoku. To tradycjonalistyczne rozwiązanie może uchronić silnik przed katastrofą.


W krainie łańcuchów zębatych
W pierwszej generacji 2.0 TSI występował pasek zębaty, napędzający "wylotowy" wałek rozrządu i pompę cieczy chłodzącej. Drugi wałek był napędzany, od pierwszego, przez krótki łańcuch rolkowy - przesunięcie prowadnic zmieniało czasy otwarcia zaworów dolotowych. Było to rozwiązanie proste, ale nieprzyszłościowe - nie umożliwiało łatwej mechanizmu rozrządu, tak by można uzyskać także zmienne fazy zaworów wylotowych. Kolejny łańcuch rolkowy napędzał pompę oleju i wałki wyrównoważające znajdujące się w misce olejowej.
W drugiej generacji 2.0 TSI (i oczywiście 1.8 TSI) większość funkcji przejęły łańcuchy zębate. Nie posiadają one wad łańcuchów rolkowych: hałaśliwej i nierównomiernej pracy, pogarszającej się współpracy z kołami na skutek zużycia, ani wad pasków zębatych: dużej szerokości, konieczności stosowania dodatkowych uszczelnień czy znacznej awaryjności.
Najdłuższy łańcuch napędza oba wałki rozrządu, wałek dolotowy ma hydrauliczny "wariator" faz rozrządu, może on się przestawiać o 60 stopni, w poprzednim rozwiązaniu były to 42 stopnie.
Zmienne fazy rozrządu zaworów dolotowych mają także sens w silnikach doładowanych. Przy dużych obciążeniach mogą zwiększyć przekrycie, polepszając wymianę ładunku i chłodząc silnik przez przepłukiwanie. Przy mniejszych mogą pozwolić części spalin pozostać w cylindrze, realizując tzw. "wewnętrzny EGR", z korzyścią dla ekologii i zużycia paliwa.
Sam napęd zaworów jest typowy dla współczesnych konstrukcji - jednostronne dźwigienki z rolkami i kompensacją luzu zaworowego w podpórkach. Taka konstrukcja charakteryzuje się małymi stratami tarcia (ograniczenie zużycia paliwa), niską masą (możliwość stosowania w wysokoobrotowych silnikach) i bezobsługowym działaniem. Na razie chyba nie opracowano bardziej praktycznego rozwiązania.
Zawory wydechowe są wypełnione sodem, jego temperatura topnienia to zaledwie 98 stopni Celsjusza. Podczas pracy silnika sód znajduje się w stanie płynnym i, przemieszczając się wzdłuż trzonka zaworu, polepsza jego chłodzenie.


W 1.8 TSI i 2.0 TSI bez Valvelift, wznios zaworów wydechowych to 8 mm, a dolotowych aż 10,7 mm. Wersja 211-konna, dedykowana większym modelom Audi, otrzymała prosty mechanizm zmiennych wzniosów zaworów dolotowych, nazwany Valvelift. Cała sztuczka polega na podwojeniu ilości krzywek i umieszczeniu ich na przesuwnej tulei. O ich przełączeniu decydują trzpienie, które podczas normalnej pracy nawet nie dotykają tulei. Całość jest bardzo prosta i nie wymaga nawet stosowania silników elektrycznych - jak w wielu konkurencyjnych pomysłach. Układ pracuje w dwóch trybach, albo oba zawory dolotowe mają wznios 11 mm, albo (przy małych obciążeniach) jeden ma wznios 5,7 a drugi 2 mm.

Kolejny łańcuch zębaty napędza pompę oleju o zazębieniu zewnętrznym. Takie, tradycyjne podejście do tematu, ma jedną zasadniczą zaletę - pozwala zamontować pompę bardzo nisko. Ułatwia to jej zassanie oleju z miski. Warto zauważyć, że przy przeciążeniu bocznym 9,81 m/s^2 (1 G), które da się wygenerować w samochodach o lekko sportowych ambicjach, lustro oleju pochyla się o 45 stopni! Oczywiście, bardziej wyrafinowanym rozwiązaniem, jest zastosowanie tzw. suchej miski olejowej, z dodatkową pompą odsysającą olej do dodatkowego zbiornika, ale to się kłoci z próbami ograniczania zużycia paliwa - druga pompa musi pobierać pewną moc. W silniku "popularnym" wystarczy prostsze rozwiązanie.

Trzeci łańcuch zębaty napędza wałki wyrównoważające. Kręcą się one z dwukrotną**** prędkością wału, jeden jest bezpośrednio napędzany przez łańcuch, drugi przez łańcuch i przekładnię zębatą - musi się obracać w przeciwnym kierunku. Niwelują one pionowe siły bezwładności, ale wytwarzają także poziome, po to są przeciwne kierunki obrotów by poziome składowe sił, od wałków, się znosiły.
Tym razem wałki powędrowały bezpośrednio do kadłuba, dzięki temu silnik jest niższy, ale szerszy (większa szerokość oznacza także większą sztywność). Dodatkowo, siły od wałków nie obciążają już żadnych połączeń śrubowych, jak to było gdy montowano je w osobnym, przykręcanym odlewie.

Znalazło się jednak miejsce dla jednego, krótkiego paska zębatego. Napędza od pompę cieczy chłodzącej od wałka wyrównoważającego. Jest to pewniejsze rozwiązanie niż napęd paskiem osprzętu, w końcu pompa wody ma znaczenie krytyczne, w przeciwieństwie do alternatora czy sprężarki klimatyzacji.
Napęd od któregoś z łańcuchów nie wchodził w grę - groziłoby to, gdyby nastąpił przeciek, mieszaniem się oleju z cieczą chłodzącą, a także utrudniało demontaż pompy.
Obok niej znajduje się chłodnica oleju, który intensywnie się nagrzewa podczas natrysku na tłoki.


Konsumpcja
Stopień sprężania zredukowano do 9,6, teraz zalecanym paliwem jest benzyna 95. Jest to bardziej opłacalne rozwiązanie niż utrzymywanie wyższego stopnia sprężania przy jednoczesnej konieczności stosowanie benzyny 98. I nie chodzi tu tylko o cenę - silnik o wyższym stopniu sprężania ma większą sprawność, ale benzyna 98 posiada niższą wartość opałową***** od 95. W efekcie, pomimo mniejszych strat energii, jej zużycie może być większe. Omawianymi silnikami można też jeździć na benzynie 91 - godząc się na pewną utratę mocy.
Wysokociśnieniowa pompa paliwa jest napędzana od wydechowego wałka rozrządu, zamiast dotychczasowej, eliptycznej krzywki, zastosowano "zaokrąglony kwadrat". Tłoczek pompy wykonuje teraz cztery, zamiast dwóch, krótsze skoki na obrót wałka rozrządu. Owocuje to mniejszymi wymiarami i mniejszymi wahaniami ciśnienia we wspólnej szynie. Przy okazji cykle pracy pompy współgrają z otwarciem wtryskiwaczy. Ciśnienie paliwa jest regulowane od 50 barów, przy niskich obciążeniach, do 150 barów przy wysokich. Dzięki temu nie tracona jest zbyt wysoka moc****** na pompowanie paliwa, pod wysokim ciśnieniem, gdy to nie jest potrzebne.
Elektromagnetyczne, pochylone pod dużym kątem (ułożone niemal poziomo) wtryskiwacze, posiadają po sześć otworków. Strumienie paliwa tworzą coś podobnego do stożka o kącie rozwarcia 50 stopni. Tradycyjnie dla FSI, w kolektorze dolotowym znajdują się specjalne klapy odpowiadające za zawirowanie powietrza. Do 3000 obr./min. zamykają one część przekroju kanałów dolotowych. Zawirowanie jest tu bardzo ważne, z uwagi na późny wtrysk benzyny - czas na jej odparowanie jest krótki. O tym, że problem istnieje i nie każdy potrafi sobie z nim poradzić, może świadczyć silnik 2GR-FSE (3.5 V6), zastosowany w Lexusie. Tam posunięto się aż do zastosowanie podwójnego układu wtryskowego, bezpośredniego i do kolektora dolotowego. Paliwo wtryśnięte do kolektora dolotowego ma znacznie więcej czasu na odparowanie - choć jak widać po TSI, nie każdy musi uciekać się do takich sztuczek...

Za tłoczenie powietrza odpowiada dobrze znana, zintegrowana z kolektorem wydechowym, turbosprężarka Borg Warner K03. Jest ona chłodzona cieczą, nie zapomniano także o dodatkowej pompce, wymuszającej ruch cieczy tuż po wyłączeniu silnika. Ma to zabezpieczyć turbosprężarkę przed uszkodzeniem, szczególnie po jeździe z intensywnym wykorzystywaniem osiągów.


Zagadka hamulcowa...
Z silnikami turbodoładowanymi wiąże się pewna ciekawostka. W wolnossących ZI, podciśnienie w kolektorze dolotowym służyło do zasilania serwa hamulcowego. Ale jak wzmacniać siłę, działającą na pompę hamulcową, w silniku doładowanym? W silnikach 1.8 i 2.0 TSI, do wytwarzania podciśnienia stosowana jest dodatkowa, napędzana od wydechowego wałka rozrządu, pompa próżniowa. Oprócz serwa zasila ona także siłowniki podciśnieniowe - np. od klap w kolektorze dolotowym.


Tu już koniec bajki o silnikach EA888, które mają turbodoładowanie, bezpośredni wtrysk i bardzo solidną konstrukcję - niczym turbodiesel, tylko jakimś dziwnym trafem, w komorach spalania, znajdziemy świece zapłonowe, a nie żarowe...

Szczególnie atrakcyjny jest 1.8 TSI 160 KM, bo jest on (obok 1.4 122 KM), promowany jako "silnik dla ludu", można go otrzymać w popularnych modelach samochodów. Póki co, mniejszy brat (1.4 TSI) cieszy się większą popularnością wśród nabywców np. Skody Octavii, ale czy całkiem zasłużenie?
W ramach porównania:
  • 1.8 TSI 160 KM przy 5000-6200 obr./min., 250 Nm przy 1500-4200 obr./min., przy 2000 obr./min. uzyskuje 71 KM (44% mocy maksymalnej), elastyczność całkowita 5,7;
  • 1.4 TSI 122 KM przy 5000-5500 obr./min., 200 Nm przy 1500-4000 obr./min., przy 2000 obr./min. uzyskuje 57 KM (47% mocy maksymalnej), elastyczność całkowita 4,7;
  • [UPDATE - na życzenie 1.4 160 KM, choć nie występuje razem z 1.8 (w tych samych modelach)]
  • 1.4 TSI 160 KM przy 5800 obr./min., 240 Nm przy 1500-4500 obr./min., przy 2000 obr./min. uzyskuje 68 KM (43% mocy maksymalnej), elastyczność całkowita 4,8.


* ale tylko gdy nie ma przesunięcia płaszczyzny pionowej cylindrów względem osi wału korbowego
** skrót myślowy - odległości pomiędzy osiami otworów
*** Small Diesel Engine - lub handlowo 1.3 JTD Multijet
**** wynika ze wzoru siła_bezwładności=masa*omega^2*r(cos(alfa)+(r/l)cos(2*alfa)), gdzie r - to promień wykorbienia, l - długość korbowodu, alfa - kąt OWK. Wałki wyrównoważają siłę wynikającą z drugiego członu wzoru. Tak nawiasem mówiąc, siła bezwładności w rzeczywistości nie istnieje, to sztuczny twór pomagający zrozumieć mechanikę klasyczną:)
***** benzyna 98 zawiera duże ilości dodatków podnoszących liczbę oktanową. Konkretnie jest to ok. 10% eteru metylo-tert-butylowego o liczbie oktanowej (badawczej) 116. Jednocześnie jego wartość opałowa wynosi zaledwie 35 MJ/kg, podczas gdy benzyny 43 MJ/kg. Mówiąc obrazowo "jest mniej benzyny w benzynie".
****** moc traconą na pompowanie jest łatwo ocenić - moc [W]=ciśnienie [Pa]*prędkość przepływu [m^3/s]

wtorek, 30 czerwiec 2009

Krótkie podsumowanie działalności.

Z racji, że mamy za sobą pierwsze półrocze, a zarazem prawie osiem miesięcy działalności bloga, pozwolę sobie na trochę statystyk:
  • 55 opublikowanych postów,
  • 9 osób jawnie obserwujących, ile niejawnie tego nie wie nikt:),
  • ponad 24000 odwiedzin i trochę więcej wyświetleń,
  • ileś komentarzy i być może ileś osób subskrybujących RSS,
  • zawsze za mało pozytywnych opinii "ciekawe" i zawsze za dużo negatywnych "co to za fajans jest?"...
W prawym dolnym rogu widoczny jest licznik wizyt, ot taki sposób na inwigilację. Używający wtyczki "Noscript"do "pandy małej" pewnie go nie widzą i nie dają się inwigilować. To bez znaczenia, na blogu niekomercyjnym większą satysfakcję dają nowe komentarze niż licznik odwiedzin.
Tak zmieniało się czytelnictwo od początku roku:



Znacznie ciekawsze są jednak statystyki czytelnictwa w zależności od pory dnia:



Wysoka wartość, w godzinach 9-17, oznacza, że wiele osób tu zagląda w pracy/szkole. Marnują one bezproduktywnie czas, czytając "nieszczęśliwego" bloga, zamiast pracować ku sile i chwale Ojczyzny...

Kurenda
Przez najbliższe trzy miesiące, częstotliwość* publikacji postów będzie niższa. Na ten okres mam zamiar zaprzestać jakiejkolwiek działalności umysłowej. Może napiszę coś z zaległych tematów... Albo gdy się jakiś ciekawy trafi.

Podobno OpenID (komentarze) nie działa - ja ze swojej strony już nic nie mogę w tej kwestii zrobić, reszta należy do Google.

Użytkownicy Opery pewnie nie widzą pól ocen "ciekawe", "ujdzie w tłoku", "co to za fajans jest?". Zawartość przeglądam przy pomocy wiodących przeglądarek Firefox/Opera, w Konquerorze 4 również wygląda nieźle. Kto używa Internet Explorera ma ostatnią chwilę na nawrócenie - inaczej będzie się smażył w Piekle, w najcięższych frakcjach ropy naftowej;)

I najważniejsze:
  1. Samochody hybrydowe są lekiem na całe zło Wszechświata,
  2. Toyota iQ to przestronny, tani, rodzinny samochód,
  3. do samochodów powinny być montowane instalacje LPG,
  4. klocwagen i wieśwagen to pieszczotliwe określenia Volkswagena,
  5. uruchamianie na przycisk (zamiast kluczyka) sprawia, że samochód staje się sportowy,
  6. chciałbym mieć SUV-a,
  7. skuter to też motocykl,
  8. redukcja emisji CO2 jest najważniejszym problemem przełomu tysiącleci,
  9. włączenie świateł mijania powoduje niewyobrażalne zmiany klimatu,
  10. nie ma to jak białe nadwozie z wielkimi spojlerami i felgami o szerokim rancie...
Każdy kto zgadza się z choć jednym z powyższych zdań nie powinien tu zaglądać:P

*lub częstość - po przemnożeniu przez 6,28

niedziela, 28 czerwiec 2009

Silniki kuliste - lepsze od Wankla?

Pierwszą znaczącą próbą wyeliminowania wad silnika o posuwisto-zwrotnym ruchu tłoka był silnik Wankla. Felix Wankel zaczął pracę, nad swoją jednostką, mając 24 lata i minęło ćwierć wieku, nim osiągnęła ona postać produkcyjną. Niestety to był dopiero początek problemów, silnik Wankla do tej pory posiada szereg (w znacznej części nierozwiązywalnych) wad: kłopoty ze smarowaniem, złe chłodzenie wirnika, niską trwałość i najważniejsze: komorę spalania o niekorzystnym kształcie (skutkuje to dużym zużyciem paliwa i emisją szkodliwych składników spalin).

Te problemy doprowadziły do opracowania silników kulistych, w których tłok (tłoki) wykonuje skomplikowane, trójwymiarowe ruchy.


Silnik Wolfharta [1]

Silnik tego typu opracował, w latach sześćdziesiątych, w NRD, Wolfhart Willimczik. Jednostka ta była odpowiedzią, na wprowadzany do produkcji, w tamtym okresie, w RFN, silnik Wankla. W przeciwieństwie do niego, silnik Wolfharta, pracuje w cyklu dwusuwowym.

Posiada on wirujący cylinder (2), z którego odbierana jest moc i tłok (1) wykonujący ruch kulisty. Mieszanka jest zasysana przez otwór (6) do komory wstępnego sprężania, która jest oddzielona od komory roboczej (16), przegrodą (12). Osie obrotu cylindra i tłoka muszą się przecinać w środku kulistej części tłoka.
Silnik tego typu, w przeciwieństwie do Wankla, może mieć smarowaną (w łatwy sposób) powierzchnię tłoka. Dodatkowo posiada on półokrągłe pierścienie, pracujące lepiej od uszczelnień liniowych (obecnych w silniku Wankla). Mało tego, ich prędkość liniowa jest znacznie mniejsza, co daje nadzieję na uzyskiwanie bardzo wysokich prędkości obrotowych.
Wreszcie, w silniku Wankla, tłok oprócz wykonywania ruchu obrotowego, przemieszczał się po okręgu - jego środek masy był ruchomy. W silniku Wolfharta, tłok wykonuje wyłącznie ruch kulisty, (...). [UPDATE] Tłok wykonuje ruch kulisty tylko względem cylindra - względem kadłuba, zarówno tłok, jak i cylinder, wykonują wyłącznie ruch obrotowy. Mało tego ich prędkość obrotowa jest równa i stała. Czyli silnik Wolfharta (jeśli wirniki są dobrze wyrównoważone) nie będzie generował żadnych drgań.
Również kształt komory spalania jednostki z Niemiec Wschodnich jest bardziej zwarty (choć daleki od ideału). Rozrząd jest realizowany bez wykorzystywania dodatkowych zaworów, za wszystko odpowiadają kanały w cylindrze i kadłubie.

Dlaczego silnik Wolfahrta nie zrobił kariery?
Pierwszym problemem jest koszt wytwarzania elementów o powierzchniach kulistych. Dodatkowo, cylinder wykonujący ruch obrotowy nie może być, w łatwy sposób, chłodzony. Najważniejszy okazał się zapewne powód nietechniczny. W krajach komunistycznych, mało który wynalazek doczekiwał się wprowadzenia do produkcji. I nie chodziło tylko o względy finansowe, na pomyśle Wolfharta Willimczika, "położyły łapę" odpowiednie służby (STASI) - resztę łatwo sobie dopowiedzieć.


Silnik Peraves Superballmotor [2]

Niedawno, firma z Winterthur, opracowała czterosuwowy silnik kulisty. Posiada on tylko trzy główne części ruchome: dwa tłoki i, połączony z nimi, wał. Ruch tłoków determinowany jest przez rowki w kadłubie, w których prowadzone są (umieszczone na płaszczach tłoków) kulki. Objętości komory spalania, od kąta obrotu wału, jest zależnością wynikającą z toru ruchu tych kulek.
Superballmotor posiada dwie komory wstępnego sprężania (doładowanie mechaniczne) i dwie komory robocze. Dzięki temu, mimo cyklu czterosuwowego, zapłon odbywa się co 180 stopni. Z uwagi na to, że oba tłoki zawsze poruszają się w przeciwnych kierunkach, silnik ten jest idealnie wyrównoważony. Za rozrząd odpowiadają okna w kadłubie, dolotem sterują dodatkowe tarcze, zamontowane na wale.

Trudno uwierzyć w zapewnienia producenta o niskich kosztach wytwarzania - elementów jest mało, ale mają one duże powierzchnie kuliste.


Silnik Huttlin [3]

Jest konstrukcją podobną do Superballmotor, ale wykorzystującą tłoki podobne do konwencjonalnych. Zapłon odbywa się również co 180 stopni, ale nie ma komór wstępnego sprężania (doładowania). Cztery tłoki pracują w dwóch komorach spalania, jednocześnie współpracując z krzywką osiową, podobną do wstążki. Poruszają się one po łuku i są podpierane przez rolki. Umożliwiło to znaczną redukcję tarcia. Dodatkowo komora spalania tego silnika jest najbardziej zwarta ze stosowanych w silnikach kulistych - powinno to zapewnić niskie zużycie paliwa. Za rozrząd odpowiadają okna umieszczone w okolicach wału.
Niestety, zalety silnika Huttlin, okupione są potwornym poziomem komplikacji. Znaczna ilość elementów, o skomplikowanych kształtach, nie wróży mu sukcesu.

Więcej do poczytania:
[1] Wolfhart
[2] Peraves
[3] Huttlin

środa, 24 czerwiec 2009

Skrzynie automatyczne kontra zautomatyzowane

W ramach sezony ogórkowego, będzie dziś o... skrzyniach biegów. Ale tylko tych automatycznych, bądź do automatycznych aspirujących.


Klasyczna skrzynia automatyczna.
Klasyczna skrzynia automatyczna to najczęściej zespół sprzęgła lub przekładni hydrokinetycznej z kilkoma przekładniami planetarnymi. Koła zębate w przekładniach planetarnych są łączone lub blokowane za pomocą odpowiednich sprzęgieł i hamulców. Oczywiście by można uznać skrzynię za automatyczną, sterowanie tymi sprzęgłami i hamulcami musi się odbywać bez zaangażowania człowieka - tu jest miejsce na skomplikowaną logikę hydrauliczną lub elektrohydrauliczną.
W przekładni planetarnej mamy małe koło słoneczne (o zazębieniu zewnętrznym), duże koronowe (o zazębieniu wewnętrznym) i, pomiędzy nimi, tzw. satelity - kilka kół połączonych wspólnym jarzmem. Wprowadzając moment na koło słoneczne możemy go odbierać z jarzma satelitów lub z koła koronowego, zależnie od tego które elementy połączymy lub zahamujemy. Z racji, że koła są ciągle zazębione, zmiana przełożenia lub nawet kierunku obrotów może odbywać się błyskawicznie.
Przekładnie planetarne są bardzo trwałe - siły międzyzębne są dzielone pomiędzy kilka satelitów, jednocześnie promieniowe siły międzyzębne znoszą się, czyli łożyska pracują bez obciążenia, mają tylko zadanie ustalające.
Pytanie, dlaczego przekładnie planetarne nie są również stosowane w manualnych skrzyniach biegów?
Jedną z odpowiedzi jest skomplikowana budowa, ale to nie wszystko. Dobór przełożenia jest ograniczony szeregiem zależności geometrycznych, przez co, nie zawsze można uzyskać przełożenie tak korzystne jak w zwykłym układzie, z osiami nieruchomymi. Tu z pomocą przychodzi drugi element automatycznej skrzyni biegów - sprzęgło lub przekładnia hydrokinetyczna.

Sprzęgło hydrokinetyczne, ma dwa wirniki, pompy i turbiny, i potrafi tylko zmieniać prędkość obrotową (od zera, prawie do prędkości silnika). Moment obrotowy na wyjściu jest taki sam jak na wejściu.
Przekładnia hydrokinetyczna posiada wirnik pompy, turbiny i kierownic (czasami kilka). Dzięki temu ostatniemu elementowi, może ona nie tylko zmieniać prędkość obrotową, ale także transformować moment. Moment na wyjściu może być nawet ponad trzykrotnie wyższy niż na wejściu (największy gdy wirnik wyjściowy (turbiny) się nie kręci). To jest bardzo cenna cecha pozwalająca na ograniczenie ilości przełożeń w skrzyni automatycznej. Tu można wspomnieć o starszych amerykańskich konstrukcjach, którym wystarczały tylko dwa biegi. Co ciekawsze, mając skrzynię (nie koniecznie automatyczną) z przekładnią lub sprzęgłem hydrokinetycznym, możemy ruszać z najwyższego biegu - będzie to tylko okupione gorszą dynamiką.
Z uwagi na własności, przekładni hydrokinetycznej, skrzynie automatyczne idealnie nadają się do samochodów terenowych jeżdżących w najcięższych warunkach. Napotkanie nagłej przeszkody, spowoduje spowolnienie samochodu, z jednoczesnym podaniem wyższego momentu na koła, ale bez zdławienia silnika.
Cały dowcip polega na tym, że moment pobierany od silnika zależy od prędkości na wejściu do przekładni hydrokinetycznej (i oczywiście jej charakterystyki), a nie od momentu na jej wyjściu. Zależnie, od charakterystyki przekładni, podczas przyspieszania, silnik będzie utrzymywany na praktycznie stałym poziomie obrotów (dobre do silników nieelastycznych) lub wykorzystywany w pewnym przedziale (dobre w przypadku silników elastycznych). Dzięki utrzymywaniu silnika w korzystnym zakresie charakterystyki, można uzyskać nawet niższe zużycie paliwa, niż przy skrzyni manualnej - oczywiście jeśli nie zostanie to zniwelowane przez niższą sprawność skrzyni automatycznej.
Kupując samochód z klasyczną skrzynią automatyczną możemy być jednego pewni - silnik nie mógł być przeciążany, bo przekładnia hydrokinetyczna (lub sprzęgło) na to nie pozwalała, zła wola właściciela nie mogła tu nic zdziałać.

Oczywiście nie ma rozwiązań bez wad. Przekładnia hydrokinetyczna ma dość niską sprawność, w najlepszym punkcie charakterystyki, sięgającą dziewięćdziesięciu kilku procent. Moc tracona jest przekształcana oczywiście w ciepło.
Są jednak sposoby by temu zapobiec. Jeden to wstawienie, przez przekładnią hydrokinetyczną, dodatkowej przekładni planetarnej, która będzie rozdzielała moment napędowy. Zachowane zostanie sterowanie przekładnią hydrokinetyczną, ale będzie nią przesyłana tylko część mocy (np. 10%), reszta mocy zostanie przesłana przez sztywny wałek - o sprawności równej 100%. Obecnie tego rozwiązania nie stosuje chyba żaden ze znanych producentów samochodów.
Drugim pomysłem jest wykorzystanie sprzęgła wielotarczowego, które łączy wirniki pompy i turbiny, gdy ich prędkości już niewiele się różnią. Aktualnie jest to najpopularniejsze rozwiązanie.
Najnowszą koncepcją jest całkowite wyeliminowanie przekładni hydrokinetycznej na korzyść sprzęgła wielotarczowego (promowane ostatnio przez Mercedesa). Niestety sprzęgło takie nie potrafi transformować momentu obrotowego.

Trzeba też zauważyć, że przekładnia hydrokinetyczna (ale nie sprzęgło) potrafi przesyłać moment tylko w jedną stronę (ma asymetryczną budowę). Uruchamianie samochodu "na zaciąg" się raczej nie powiedzie.


Klasyczna skrzynia zautomatyzowana.
Skrzynie zautomatyzowane powstały na bazie skrzyń manualnych i posiadają charakterystyczne dla nich elementy, a także ich zalety, oraz wady. Jedyną różnicą jest zastąpienie działania człowieka działaniem siłowników hydraulicznych. Skrzynie te nie zebrały najlepszych opinii (długi czas zmiany przełożeń, szarpanie itp.).


Dwusprzęgłowa skrzynia zautomatyzowana (preselekcyjna).
Również te skrzynie posiadają elementy typowe dla skrzyń manualnych: synchronizatory, koła na wałkach o osiach stałych. Różnicą jest podzielenie skrzyni na dwie niezależne części, jedną z biegami parzystymi, drugą z nieparzystymi. Dzięki temu mając załączony np. drugi bieg, trzeci (lub pierwszy) czeka w gotowości. Wystarczy tylko rozłączyć jedno sprzęgło i załączyć drugie. Pozbyto się w ten sposób problemu z oczekiwaniem na zsynchronizowanie prędkości kół zębatych - przypomnę tylko, że współczesne synchronizatory nie pozwalają na załączenia biegu, dopóki prędkości, koła i wałka, nie ulegną wyrównaniu (stąd trafne określenie, w stosunku do niektórych skrzyń manualnych, że są one "wolne":-).



W przypadku skrzyń DSG, podawanie czasu zmiany biegu (lub przełączenia sprzęgieł) nie jest zbyt trafne, bo odbywa się to w sposób płynny, moment obrotowy nie przestaje być przesyłany. Dlatego bardzo trudne jest napisanie dobrego oprogramowania takiej skrzyni, tak by jedno sprzęgło płynnie się załączało, gdy drugie się rozłącza, ale jednocześnie by nie doszło do ich uszkodzenia (na skutek różnicy przełożeń).
Skrzynia dwusprzęgłowa jest obecnie bardzo dobrze oceniana, ale posiada też wady, w stosunku do klasycznego automatu. Siły działające na koła zębate są większe (moment jest przesyłany tylko przez jedną parę kół), łożyska są silnie obciążone, a wałki ulegają ugięciom. Dlatego trwałość takiej skrzyni nie będzie równie wysoka jak automatycznej.
Dodatkowo da się przeciążyć silnik (brak przekładni lub sprzęgła hydrokinetycznego), a by go wykorzystać optymalnie, potrzebna jest taka sama ilość przełożeń jak w skrzyni manualnej.
Dopłata 7-10 000 zł do skrzyni DSG jest uzasadniona skomplikowaną konstrukcją. Musi mieć ona dwa sprzęgła, dwa współśrodkowe wałki wejściowe i precyzyjne sterowanie sprzęgłami. Dodatkowo skrzynie DSG do montażu poprzecznego mają dwa wałki wyjściowe (z synchronizatorami, przekazujące moment na koło mechanizmu różnicowego), co zmniejsza długość skrzyni, ale dalej komplikuje jej budowę.
Sporym problemem było opracowanie takiego oleju, w którym mogłyby pracować zarówno sprzęgła jak i koła zębate. Dodatkowo, mokre sprzęgła są źródłem strat - rozbryzgują olej. Obydwu problemów nie mają skrzynie ze sprzęgłami suchymi (w przypadku DSG, wersja 7-b do 250 Nm).
Skrzynie dwusprzęgłowe mają różna oznaczenia, zależnie od producenta: DSG, DKG, PDK, DDCT, S-tronic itp.


Skrzynia bezstopniowa (CVT).

Do ich budowy skłoniła idea utrzymywania silnika na stałej, optymalnej prędkości obrotowej. Wtedy do rozpędzania samochodu stosowana musi być płynna zmiana przełożenia. W teorii wszystko jest dobrze, niskie zużycie paliwa, wysokie osiągi, ale jest tak tylko, dopóki się nie uwzględni sprawności takiej przekładni. Niestety nie jest ona imponująca.
Obecne przekładnie bezstopniowe (Audi Multitronic, Toyota Multidrive) posiadają dwa zespoły kół stożkowych, połączone paskiem klinowym lub łańcuchem wielopłytkowym. Zsuwając stożki, regulujemy średnice na których pracuje łańcuch, tym samym zmieniając przełożenie. Właśnie ten łańcuch lub pasek jest źródłem strat, które podwyższają zużycie paliwa i pogarszają osiągi.
Do rozłączenia napędu jest potrzebne dodatkowe sprzęgło.





Przełomem może być bezstopniowa skrzynia Nissan Extroid. Zwana ona jest też przekładnią toroidalną, bo wykorzystuje koła współpracujące z powierzchniami toroidalnymi. Przełożenie zmienia się zależnie od kąta pochylenia kół pośrednich. Moment przekazywany jest wyłącznie przez tarcie, pomimo tego, przekładnia ta może współpracować z dość potężnymi silnikami. Nissan zastosował ją w modelu 350GT.


[UPDATE]




Dwa słowa podsumowania.

Z jednej strony skrzynie dwusprzęgłowe, dzięki wysokiej sprawności i błyskawicznej zmianie biegów, zdobywają coraz większą część rynku. Z drugiej strony są dziedziny w których tradycyjne skrzynie automatyczne mają wiele zalet, przez co np. Mercedesowi nie spieszno do opracowania skrzyń dwusprzęgłowych.
Zdecydowanie, po wprowadzeniu do produkcji skrzyń DSG, nie mają racji bytu klasyczne skrzynie zautomatyzowane (z jednym sprzęgłem), oraz bezstopniowe z paskiem lub łańcuchem. Ten trend może tylko zmienić rozwiązanie Nissana.

sobota, 20 czerwiec 2009

Japońskie zmienne wzniosy: VVEL, Valvematic, A-VTEC

Jeszcze do niedawna, jedyną firmą oferującą system płynnej zmiany wzniosów zaworów, było BMW. Pozostali producenci (Honda, Audi, Porsche czy Mitsubishi) ograniczyli się do stopniowej zmiany wzniosów.
Teraz nadszedł czas kontrataku "lewojezdnych*": Nissan, Toyota i Honda zaprezentowali (a pierwsza dwójka wprowadziła do produkcji) takie systemy.

Po co zmienny wznios?

Korzyści są trzy:
  • podczas małych obciążeń, zawory są wciskane w małym stopniu, przez co mniej mocy jest tracone na tarcie pomiędzy krzywką a popychaczem,
  • zawór zastępuje przepustnicę, po "dodaniu gazu", nie trzeba czekać na napełnienie kolektora powietrzem,
  • straty dławienia zaworem powinny być odrobinę niższe niż gdy wykorzystujemy przepustnicę.

Każdy z tych systemów jest podobny - posiada dwa wałki: jeden główny rozrządu, drugi przestawiany silnikiem elektrycznym. Różnice polegają w ich połączeniu. Co ciekawe, producenci udostępniają bardzo nieczytelne schematy (tu akurat tyczy się to tylko Nissana i Toyoty), by nie można z nich zbyt wiele wywnioskować. Na szczęście na stronie www.autozine.org/technical_school/engine/vvt_5.html znajdziecie porządne rysunki VVEL i Valvematic.


Nissan VVEL (Variable Valve Event and Lift)

Rozwiązanie to nie zostało opracowane przez Nissana, ale przez Hitachi i początkowo nazywało się CVVL (Continuously Variable Valve Lift).
Cały pomysł opiera się na zastosowaniu mimośrodów, zarówno na wałku rozrządu, jak i na wałku dodatkowym. Połączone są one przez zespół dźwigienek z krzywką wykonującą ruch wahliwy. Obrócenie dodatkowego wałka powoduje zmianę punktu obrotu, umieszczonego na nim, ramiona i zmianę skoku krzywki.
Niestety system ten ma wady. Po pierwsze jest przeraźliwie skomplikowany - ma aż sześć połączeń obrotowych. Na domiar złego krzywka współpracuje bezpośrednio z popychaczem szklankowym, co musi owocować znacznymi stratami tarcia. Nie ma tu również miejsca na hydrauliczną kompensacje luzu zaworowego.
VVEL został został zastosowany w silniku 3.7 V6 (Infiniti G37 i Nissan 370Z) i 5.0 V8 (Infiniti FX50)

Toyota Valvematic

Rozwiązanie Toyoty jest bardziej udane (lub po prostu: mniej skomplikowane). Cała idea skupia się na przesunięcia kątowego wahliwej krzywki względem ramienia napędzanego od wałka rozrządu. Elementów jest mniej, a napęd jest wszędzie przekazywany przez rolki (małe tarcie).
Zmiana kątowego przesunięcia odbywa się dzięki osiowemu przemieszczeniu wałka pomocniczego. Posiada on skośne wielowypusty (podobne do kół zębatych), ten wchodzący w ramię napędzające jest pochylony w odwrotną stronę niż ten od krzywki wahliwej.
Rozwiązanie bez wad?
Być może, ale zastanawia mnie trwałość takich połączeń kształtowych. Impulsy siły działającej na zawory są potężne, czy nie spowodują one wybicia się wielowypustów?

Honda A-VTEC (Advanced VTEC)

Honda, przed laty, wprowadziła jako pierwsza stopniową zmianę wzniosów zaworów. Niebawem wprowadzi bezstopniową nazwaną A-VTEC.


Muszę przyznać, że system ten urzekł mnie swoją prostotą i kompaktowymi wymiarami. Za zmianę wzniosu odpowiada tu łukowy element (10), którego punkt obrotu przechodzi przez oś wałka rozrządu (8). Dodatkowo waha się on wokół trzpienia (20), a jego położenie regulowane jest przez wałek dodatkowy (26). Tarcie redukowane jest przez rolki (21 i 22).
Pomysł ten rozwija koncepcję Hondy z czterema zaworami na cylinder, ale tylko jednym wałkiem rozrządu.
Na razie widzę tylko jedną wadę - sposób regulacji luzu zaworowego (śrubą i nakrętką kontrującą).


Łyżka dziegciu...
Gdyby te systemy wprowadzono pięć lat temu, wpadłbym w zachwyt. Teraz, w epoce silników turbo są mniej potrzebne, a wyraźnie komplikują budowę głowicy. Co prawda BMW zastosowało bezstopniową regulację (w doładowanym 3.0 N55), a Audi stopniową w 2.0 TFSI, ale różnice parametrów pomiędzy tymi silnikami, a ich kuzynami bez zmiennych wzniosów są kosmetyczne. Bardziej tu chodzi o prestiż niż o prawdziwe korzyści.
Po drugie, wszystkie te rozwiązania wyglądają blado przy elektrohydraulicznym rozrządzie Fiata Multiair. Np. żaden z nich nie potrafi realizować wielokrotnego wzniosu zaworów (jak w Multilift), albo krótkiego, ale dużego wzniosu (jak w EIVC). Dodatkowo system Fiata wydaje się prostszy konstrukcyjnie. Czy jest taki doskonały przekonamy się niebawem wraz z testami Alfy Romeo MiTo 1.4 Multiair...

Co dalej?
Jedynym rozwiązaniem które może przebić Multiair, Valvetronic, VVEL, A-VTEC i Valvematic jest rozrząd sterowany elektromagnetycznie. Tam zawory mogą otwierać się dowolnie. W kwestii rozrządu elektromagnetycznego nasi rodacy mają poważne zasługi (doszło do budowy działających prototypów), który (w polskim rozwiązaniu) działa na zasadzie podobnej do tej w zwykłym głośniku.
Rozrząd elektromagnetyczny ma jedną wadę, jego moc nie pozwala na otwieranie zaworów przy bardzo wysokich obrotach. A więc A-VTEC do Civica Type-R, a elektromagnesy wszędzie indziej!

*w dawnych czasach wszędzie obowiązywał ruch lewostronny. Tak było do czasu Napoleona, który prowadził wojska prawą stroną drogi. Ruch lewostronny został tam gdzie Napoleon nie dotarł...